Psychoterapeuta o kobiecej płodności

Czy kobiety lubią swoje hormony i jak się to może przekładać na ich samoocenę, relację i satysfakcję z życia-rozmowa z Anetą Cieślą, psychologiem i psychoterapeutą humanistycznym.

Na ile znajomość swojej fizjologii może się przełożyć na poczucie spełnienia i szczęścia?

Znajomość własnej fizjologii, to po prostu znajomość siebie, swojej unikatowej i niepowtarzalnej konstrukcji. Można siebie poznawać na wielu poziomach, a jednym z tych poziomów jest własne ciało. Ono codziennie wysyła do nas sygnały poprzez przeróżne bóle, napięcia, odczucie odprężenia i wiele wiele innych, a ich odczytywanie pozwala podążać za swoimi potrzebami, świadomie wybierać czym teraz chcę się zająć, albo na co teraz jest czas w moim życiu. Wtedy prawdziwie staję się podmiotem, kimś dla siebie samego godnym uwagi, a to daje poczucie szczęścia i spełnienia. Kiedy popatrzymy na cykl miesięczny kobiety, to jest w niego wpisany czas większej aktywności, kiedy czujemy, że możemy góry przenosić i czas, gdy warto zwolnić, zaopiekować się sobą, poleżeć na sofie, założyć wygodne ubranie. Gdy podążamy za tymi sygnałami, nie walczymy z własną naturą, uznajemy własne ograniczenia i poznajemy organizm, stajemy się niejako ekspertami od samych siebie, zyskujemy większą pewność siebie i zaczynamy żyć w harmonii.

Czyli  cykl miesięczny i zmiany hormonalne mają wpływ na kobietę?

I to bardzo duży. Kobiety, które spotykam w swoim gabinecie niejednokrotnie zaczynają spotkanie od zdania wypowiedzianego ze wstydem: „mam okres, będę dzisiaj płakać.” Z jednej strony zauważają, że to szczególny czas, kiedy czują się inaczej, są bardziej wrażliwe, niekiedy rozdrażnione, są bardziej sensytywne, odczuwające, a z drugiej strony często negują wartość tych odczuć. Gdy płacz lub złość ustaje, wiele z nich powtarza, że „to wina hormonów”, chce wytrzeć łzy, potraktować je jako „wypadek przy pracy” i na nowo stać się opanowaną kobietą. Zapewne to pokłosie negatywnych kulturowych i rodzinnych przekazów dotyczących cyklu miesięcznego. Jednak dla mnie ważne jest to, że te emocje są prawdziwe, że ten czas „gdy mogę sobie pozwolić na chwilę słabości, bo mam okres i hormony szaleją”, może pokazywać coś, co w nich drzemie i na co dzień jest uśpione. Nie bagatelizowałabym tych momentów. Emocje mogą nam wiele powiedzieć o nas samych. Jednocześnie bardzo wiele kobiet zauważa, że są dni, gdy hormony wpływają w znaczny sposób na ich pozytywne postrzeganie siebie i na wysoką samoocenę. Czują się wtedy piękne, olśniewające, myślą o sobie dobrze. U niektórych osób te wahania są naprawdę duże i mogą poważnie wpływać na życie, relacje. Dlatego dobrze wiedzieć, w której fazie cyklu jestem. Taka wiedza  daje ulgę, nieco uspokaja, mamy się do czego odnieść. Wiemy, że skoro dziś mam podły nastrój, wkrótce się to zmieni, że to chwilowe.

Czy kobiety rozumieją same siebie w aspekcie hormonalnym?

W moim poczuciu wiele kobiet ma już sporą wiedzę na temat działania hormonów, cyklu miesięcznego, ale często ta wiedza nie idzie w parze z życiem, tzn. nie akceptują swojej zmienności i natury, zaprzeczają jej na przykład pracując pond miarę, są dla siebie zawsze i wszędzie surowe, wymagające.

Czy w terapii ujawnia się temat płodności/ niepłodności?

Gdy pracuję z drugim człowiekiem, obejmuję uwagą wszystkie aspekty jego życia, bo jesteśmy całością. Temat płodności wybrzmiewa bardzo często w przeróżnych kontekstach: planowania potomstwa, przeszłych i aktualnych doświadczeń seksualnych, lęków. Każdy ma swoją niepowtarzalną historię i perspektywę. Z drugiej zaś strony do gabinetów coraz częściej zgłaszają się kobiety, które nie radzą sobie z niepłodnością, są w głębokim kryzysie z tego powodu, przeżywają kłopoty w związku, tracą nadzieję. Mają dość medycznych procedur, starania się. Niektóre z nich dostrzegają, że „coś” w życiu utrudnia im zajście w ciążę, że ten wpływ to nie tylko fizjologia, ale też emocje i przekonania życiowe na temat rodziny, dzieci. W trakcie terapii uczą się regulować własne uczucia i napięcie, weryfikują myśli.

Antykoncepcja hormonalna a metody naturalne okiem psychologa.

To, co wnoszą metody naturalne to jest to niewątpliwie obserwacja cyklu. Uczy ona kobietę codziennej troski o siebie, uczy, żeby co jakiś czas zatrzymywała się i zadawała sobie pytanie „co się ze mną dzieje?”, „jaka dzisiaj jestem?”. To piękne ćwiczenie uważności, o której tak teraz głośno w psychologii. Takie pytania budują w niej coraz większe poznanie siebie, akceptację, zmniejszają lęk. Kobieta poszerza obraz swojej kobiecości, uczy się regularnie dbać o siebie, brać siebie pod uwagę. Myślę, że to bardzo bardzo ważne. Nie znam kobiety, która nie miałaby potrzeby, żeby wzmocnić siebie w tych obszarach. Gdy chodzi o antykoncepcję hormonalną, to siłą rzeczy trudniej poznać swoją fizjologię, bo tu hormony inaczej pracują. Kobieta już nie musi tak starannie siebie obserwować, na pewno traci tę część doświadczenia. Część kobiet mówi o tym, że uzyskały spokój w temacie własnej płodności i wygodę, a część mówi o tym jak fatalnie czują się psychicznie i fizycznie i odkrywają, że stała dostępność seksualna staje się dla nich trudna.

Jaki relacyjny wpływ ma cykliczna płodność na parę?

Myślę, że każda para ma własną historię, doświadczenia i trudności w tym zakresie, co w dużej mierze wynika z przeróżnych wyobrażeń nt. seksualności, roli kobiety i mężczyzny, z tego co dowiedzieli się o współżyciu przed ślubem, co zaobserwowali u swoich rodziców, zależy od dojrzałości, komunikacji w związku. Dla jednych uznanie cyklu kobiecego i podążanie za nim będzie bardzo pozytywnym doświadczeniem, które uczy szacunku, różnych form bliskości, komunikacji w sferze seksualnej, szacunku do natury, poszerzania duchowości, uczy też organizacji, systematyczności, współdziałania oraz dyscypliny wewnętrznej. Dla innych to wymagająca a niekiedy frustrująca droga, szczególnie gdy partnerzy nie wspierają się, nie komunikują otwarcie. Taka sytuacja odzwierciedla zapewne i inne napięcia w związku.

Z Pani doświadczenia wynika bardziej to, że płodność jest darem czy wyzwaniem? Czy ludzie chcą o tym rozmawiać?

Moje doświadczenie obejmuje pomoc osobom będącym w kryzysie, z przeróżnymi trudnościami. W większości tych historii płodność jawi się jako wyzwanie, albo jako coś zepsutego, niechcianego. Jednak naprawdę większość osób prędzej czy później chce o tym mówić. I to jest bardzo pozytywne.

Czy kobiety lubią  i znają same siebie?

Z lubieniem bywa różnie. Poznaję wiele kobiet, które nie lubi siebie, nie akceptuje, a za tym idą przeróżne trudności emocjonalne, w związkach, które tworzą. Jednak mam poczucie, że przybywa kobiet, które już nie godzi się na taki stan rzeczy. Chcą zmiany.  Możemy prawdziwie się polubić, kiedy naprawdę znamy siebie. Fritz Perls, znany psychoterapeuta, ujął to słowami: „Zmiana pojawia się wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy gdy próbujesz się stać tym, kim nie jesteś”.

 

Aneta Cieśla – psycholog, psychoterapeuta humanistyczny, mama i żona

Prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną, gdzie pomaga osobom będącym w sytuacjach kryzysowych, doświadczającym straty, osamotnienia, które cierpią z powodu depresji, przewlekłego stresu, niepokoju, lęku, problemów emocjonalnych. Towarzyszy kobietom, które mają  trudności w związkach, prowadząc grupy rozwojowe i wsparcia. Publikuje artykuły o treściach psychologicznych.

www.anetaciesla.pl